Szybka ładowarka — jak sama nazwa wskazuje — służy do szybkiego ładowania. Podjeżdżasz, podpinasz, idziesz na kawę, do toalety, na zakupy czy co tam wolisz, wracasz, odpinasz i jedziesz dalej. To nie jest instalacja artystyczna, nie jest to też miejsce na medytację transcendentalną. A jednak ktoś, regularnie wpada na pomysł, żeby taką ładowarkę postawić w szarym zaułku, na pustym polu, w miejscu, gdzie nawet Google nie wysyła Street View, bo szkoda mu samochodu.
I wtem wielkie zdziwienie – kabel zniknął!
Przejechałem pół miliona kilometrów elektrykiem po niemal całej Europie w tym Polsce i tam, gdzie jest normalnie, czyli z głową – nikt kabli nie obcina. Kradną tam, gdzie “okazja czyni złodzieja”, a zdrowy rozsądek właśnie wyszedł na papierosa. To dokładnie ten sam przypadek, co rower za sześćdziesiąt tysięcy przypięty do barierki na dziewiątym piętrze bloku z lat osiemdziesiątych. Rower znika wraz z barierką, a ludzie z niedowierzaniem pytają „jak to możliwe???”.
I wtedy podobnie jak w każdym społecznościowym komentarzu pojawia się chór oburzonych – że to pochwała kradzieży!!!, że trzeba surowo karać!!!, że w kablu powinien być prąd, najlepiej taki, co robi „puf”, a jak złapią to obcinać ręce!!! Serio? Naprawdę wolicie obcinać ręce zamiast przyjęcia prostej lekcji logiki?
A wystarczyłoby przyjąć do wiadomości, że jak coś stoi samotnie w miejscu, które wygląda jak scena z serialu kryminalnego, to może nie przetrwać do rana, nieprawdaż?
To nie jest tekst o tym że kradzież jest w porządku tylko o tym, że postawiono stację w złym miejscu, że popełniono błąd a życie to wykorzystało. Alarmy, oploty, tabliczki “nie kraść”, monitoring, śledzenie i inne magiczne zabezpieczenia działają najwyraźniej tak samo jak myślenie że jakoś to będzie. No nie będzie.
Inna smutna sprawa, że operatorzy widząc w biznesie ładowarkowym dalekosiężne korzyści z samego “mieć infrastrukturę” tak bardzo chcą prześcignąć konkurencję, że są gotowi montować swoje szybkie ładowarki w środku niczego, gdzie nie ma nawet drogi, ale za to jest… przyłącze. Bo w Polsce na normalne przyłącze czeka się dwa lata, więc jak gdzieś pojawi się „warunek techniczny”, wpadnie dotacja, to nagle wszystkim dopływ tlenu do mózgu się odcina i stawiają stację gdzie tylko jest “prund”.
Morał? Prosty jak drut!
Szybkie ładowarki należy stawiać tam, gdzie są ludzie, światło, ruch i sens. A nie w szarym zaułku, który sam prosi się o problemy. Można całe życie krzyczeć „ucinać ręce!!!”, albo raz pomyśleć, zanim pozostawi się kabel na pustyni. I to nadal nie jest pochwała kradzieży — to instrukcja obsługi rzeczywistości.
Źródło: Grupa Elektryka prąd nie tyka
























