PODZIEL SIĘ
Spalone złącze w MCB B16

Od dłuższego czasu można zauważyć niepokojące zjawisko w postaci coraz częstszego błędnego interpretowania przepisów oraz przekazywania wiedzy, również dotyczącej przepisów poprzez tzw. głuchy telefon. W poniższym artykule postaram się przybliżyć polskie przepisy dotyczące instalacji elektrycznych, ich interpretację oraz dobre, lecz nieuregulowane zwyczaje.

Na początek, trzeba koniecznie rzucić okiem na przepisy. Zacznijmy od tego co istotne a zarazem wielu zapomina lub całkiem nie wie – Prawo Budowlane:

Art. 62. 1. Obiekty budowlane powinny być w czasie ich użytkowania poddawane przez właściciela lub zarządcę kontroli: 
(…)
2) okresowej, co najmniej raz na 5 lat, polegającej na sprawdzeniu stanu technicznego i przydatności do użytkowania obiektu budowlanego, estetyki obiektu budowlanego oraz jego otoczenia; kontrolą tą powinno być objęte również badanie instalacji elektrycznej i piorunochronnej w zakresie stanu sprawności połączeń, osprzętu, zabezpieczeń i środków ochrony od porażeń, oporności izolacji przewodów oraz uziemień instalacji i aparatów;

Powszechna interpretacja tego zapisu brzmi tak: właściciel ma obowiązek dokonać przeglądu instalacji elektrycznej (oględziny i pomiary) co najmniej raz na 5 lat. Co to oznacza? Oczywiście nikt nie karze właścicielowi latać z miernikiem, nawet jeśli nie wie jak poprawnie wymienić baterie w pilocie do telewizora – właściciel ma zlecić dokonanie przeglądu. Proszę też tu nie mylić przeglądu z pomiarami, gdyż pomiary są jedynie częścią przeglądu, poprawnie składającego się na oględziny, pomiary i ewentualne wypisanie protokołu. Jeśli oględziny wyszły negatywnie, to można odstąpić od wykonywania jakichkolwiek pomiarów. Jeśli część instalacji/sieci/urządzenia etc. nie jest bezpieczna to można tę część lub całość trwale odłączyć od napięcia, wykonać pozostałą część przeglądu i wszystko zanotować.

W praktyce większość mieszkań, domów, a czasem nawet biura i fabryki nie mają aktualnych przeglądów – ktoś o tym nie wie, nie pamięta, albo żal mu środków na opłacenie pomiarowca. W efekcie często kończy się to pożarem, porażeniem (a to utratą zdrowia lub życia) lub uszkodzeniem drogiego sprzętu elektronicznego zasilanego z wadliwej instalacji elektrycznej – jak to mawiają, najtaniej jednak jest wykonać prawidłowy przegląd.

Inna sprawa jest taka że zdecydowana większość funkcjonujących instalacji w mieszkalnictwie nigdy nie powinna była zostać dopuszczona do załączenia napięcia – niektórzy elektrycy mawiają iż jest to ponad 90%, a przeglądy tych instalacji jeśli są dokonywane, co jest rzadkością, to niemal zawsze odbywa się to jedynie “na papierze”, na którym elektryk oświadcza iż instalacja jest bezpieczna, co prawdą zwykle nie jest…

Dość często poruszany jest temat wymaganych uprawnień do wykonywania przeglądów. Przypomnę, że na przegląd składają się oględziny i ewentualnie pomiary – o ile oględziny dopuszczają instalację do bezpiecznej eksploatacji pod napięciem. Wiele osób uważa iż punkt 10. uprawnień energetycznych grupy pierwszej uprawnia do pomiarów. Jest to błędne założenie – cytując:

10) aparatura kontrolno-pomiarowa oraz urządzenia i instalacje automatycznej regulacji; sterowania i zabezpieczeń urządzeń i instalacji wymienionych w pkt 1-9.

Jak widać uprawnia to do wymienionych rzeczy w zakresie który zawsze jest podany wcześniej w każdym świadectwie. To właśnie ten “zakres” najbardziej decyduje o tym co możemy a czego nie – zwłaszcza w kwestii przeglądów. Istnieją przepisy (a nie tylko normy) ich dotyczące – w tym kto powinien je wykonywać. Niestety nie są one dla wszystkich w pełni jasne i istnieje wiele interpretacji. Z pewnością na protokole musi się podpisać co najmniej jedna osoba z uprawnieniami dozorowymi (“D”) z zakresem kontrolno-pomiarowym, a zakres – jak przed chwilą wspomniałem – znajduje się zawsze tuż przed wszystkimi punktami. Podpis zatwierdza poprawność informacji na protokole, lecz osoba z “D” mimo tego wymogu paradoksalnie nie może fizycznie dokonać przeglądu, chyba że posiada również uprawnienia eksploatacyjne (“E”) tak samo z zakresem kontrolno-pomiarowym. Może to też być zupełnie inna osoba. Według części interpretacji muszą tam być podpisy dwóch osób, ale pomińmy to bo powstanie zbyt gruba książka. Przykład z podkreślonym na czerwono zakresem kontrolno-pomiarowym można zobaczyć poniżej:

Tył świadectwa SEP - kontrolno-pomiarowe
Tył świadectwa kwalifikacyjnego SEP

Odnośnie poruszonej już kwestii braku przeglądów, pozwolę sobie na trzy przykłady z mojego własnego doświadczenia z pobytu w jednym z polskich hoteli, podczas gdy byłem w delegacji. Ledwo po zakwaterowaniu się w pokoju, chciałem obejrzeć przed spaniem film na laptopie. Po kilku minutach oglądania usłyszałem huk i laptop zaczął piszczeć wskutek braku zewnętrznego zasilania – najpewniej zasilacz dostał 400V napięcia międzyfazowego zamiast 230V gdyż, jak sam widziałem, złącza przewodów neutralnych w całej instalacji nie były dokręcane od wielu lat i łączone było aluminium bezpośrednio z miedzią. Druga rzecz, podczas wyjaśniania sytuacji obecności niebezpiecznego napięcia 80V na PE (tzn. na bolcach w gniazdkach w ponad 1/4 pokoi) jedna z sprzątaczek pokazała mi swoją częściowo sparaliżowaną rękę z blizną i opowiedziała że to po porażeniu prądem, wskutek tego iż było napięcie tam gdzie go być nie powinno – a to “tylko” 230V. Trzecia rzecz, w tym samym budynku i z tym samym laptopem: nowo zakupiony zasilacz uniwersalny dostał przebicia, a obudowa laptopa nie stanowi wystarczającej izolacji w świetle norm – raz że celowo jej rezystancja izolacji jest mała, a dwa że części przewodzące m.in. gniazd są dostępne dla powierzchni ręki i innych części ciała. Dotknięcie rur instalacji C.O. podczas gdy laptop leżał na nogach mimo długich spodni, spowodowało dotkliwe porażanie mnie prądem. To, że do tego doszło to oczywiście nie wina hotelu, tylko producenta zasilacza, ale wyłącznik różnicowo-prądowy (potocznie różnicówka lub w skrócie RCD – residual current device) w instalacji był typu AC a nie A, przez co nie było niczego i nikogo co by odłączyło napięcie i zabezpieczyło mnie przed utratą zdrowia lub życia. Dla przypomnienia, typ A reaguje na prąd wyprostowany jednopołówkowo, czyli podczas ww. sytuacji. Typ AC niestety ma prawo wtedy nie wyłączyć – reaguje tylko na prąd przemienny, czyli z obydwoma połówkami. RCD typu A to niewiele większy koszt, jednak większość elektryków nie została z tym zaznajomiona, a zarazem kierują się kosztem materiału więc skoro tamta (rzekomo) taka sama jest o 10zł (3$) droższa to wezmę tą tańszą… Niestety nie jedna osoba na świecie przypłaciła to życiem – choćby niedawna śmierć 14-letniej Rosjanki. Gdyby tylko instalacja miała sprawny RCD <=30mA typu “A”, to jej porażenie prądem w najgorszym razie skończyło by się nieprzyjemnie, ale wciąż by żyła. Na marginesie, po cudzych doświadczeniach i jednym własnym, osobiście jestem zwolennikiem stosowania RCD dla obwodów oświetleniowych, mimo iż normy tego nie nakazują, ale i nie zabraniają, a zarazem nie jest to koszt warty czyjegoś życia, zwłaszcza że to jest niewielki ułamek kosztu całej instalacji.

Warto podkreślić iż odpowiedzialność skutków nieszczęść (w tym czyjejś śmierci) od instalacji bez aktualnego przeglądu spada na jej właściciela, a przy aktualnym przeglądzie, odpowiedzialność zwykle ponosi elektryk który podpisał się pod protokołem. Jeśli instalacja została wykonana prawidłowo, zgodnie z normami i przede wszystkim zgodnie z przepisami oraz prawidłowo eksploatowana wraz z systematycznymi i rzetelnymi przeglądami to nikomu nie powinna się stać krzywda, a nawet jeśli (co jest wysoce nieprawdopodobne), to nikt za to nie poniesie odpowiedzialności. Po niedawnym pożarze mieszkania w Krakowie, sprawę przeglądów wyłącznie na piśmie, nagłośniła telewizja.

Przejdźmy teraz do dwóch kwestii również nurtujących wielu elektryków – prawidłowe wykonanie układu TN-C-S oraz przekrój PEN kontra modernizacja instalacji elektrycznej.

Prawidłowe wykonanie układu TN-C-S

Tytułowe “TN-C w polskiej praktyce” to niezwykle często wyspa TT. Wyspa TT to nic innego jak sieć TN-C w której przewód PEN (ochronno-neutralny zwany dawniej “zerem”) został wykorzystany jako N (neutralny) a uziemienie ochronne/przewody ochronne (PE – protective earth) są połączone tylko z uziomem budynku (E – earth). Jest to zdecydowanie nieprawidłowe wykonanie instalacji o ile ZE (zakład energetyczny) tego nie nakazuje w warunkach przyłączenia. Można by wyciągnąć wniosek iż wyspa TT jest bezpieczniejsza od TN-C-S ale z pewnością nie kiedy wyłącznik różnicowo-prądowy (RCD, potocznie różnicówka) ulegnie uszkodzeniu i tak samo kiedy na przewodzie ochronnym pojawi się napięcie, co jest mniej prawdopodobne w prawidłowo wykonanym układzie TN-C-S. Warto pamiętać iż różnicówki są jednym z najbardziej awaryjnych elementów każdej dzisiejszej instalacji, co tłumaczy w nich obecność przycisku “test” oraz wymagań producentów w postaci konieczności jej sprawdzenia tym przyciskiem zwykle raz w miesiącu. Należy zaznaczyć iż awarii może ulec RCD każdej jednej marki i modelu. Lepiej żeby nie doświadczyć tego w postaci porażenia z utratą zdrowia/życia lub pożaru przed którym w wielu wypadkach RCD jest w stanie ochronić – mianowicie: utlenienie i spadek rezystancji izolacji wskutek działania znacznej temperatury, ale jeszcze zbyt niskiej aby doszło do gwałtownego spalania czyli takiego z obecnością ognia.

Proszę sobie wyobrazić sytuację w której mamy instalację w postaci wyspy TT wyposażonej w jeden tylko RCD który uległ uszkodzeniu. Równocześnie dochodzi do zwarcia pomiędzy przewodem fazowym a PE – czy to klasyczne zwarcie czy np. wskutek awarii lub nieprawidłowej naprawy lampki biurkowej nastąpi połączenie L z PE.

Na marginesie, do tego również może dojść przed RCD. Nietrudno sobie wyobrazić że taka sytuacja prowadzi do zagrożenia porażenia, pewnego porażenia – bo kto nie posiada w domu urządzeń w 1 klasie ochronności? W takiej sytuacji, samo dotknięcie styku ochronnego (“bolca”) w gnieździe po wyjściu z gorącej kąpieli jest równoznaczne z dużym prawdopodobieństwem utraty życia lub zdrowia. Kilka akapitów wcześniej pisałem o pani sprzątającej w hotelu z częściowo sparaliżowaną ręką. Tylko ręką a nie np. kręgosłupem na jej szczęście.

Mniej zaznajomieni z tym jak naprawdę wygląda TN-C-S oraz czym się różni od TT, mogą zobaczyć poniżej schematy poglądowe. Zostały w nich celowo pominięte zabezpieczenia.

Schemat poglądowy układu TN-C-S
Schemat poglądowy układu TN-C-S

Schemat poglądowy układu TT
Schemat poglądowy układu TT

Jak doskonale widać w układzie TT i wyspie TT przewód “PEN” staje się przewodem N a ochronę pełni uziemienie odseparowane od sieci (uziom budynku połączony z PE instalacji i tylko z PE) – jedno dla całej instalacji lub rzadziej osobne dla każdego urządzenia/gniazda. W układzie TN-C-S przewód PEN ulega “rozdzieleniu” na dwa przewody – N który jest przewodem (tylko i wyłącznie) roboczym oraz na PE który jest przewodem ochronnym. Oczywiście mówiąc “rozdzielenie” lub częściej używane słowo “podział” mamy na myśli zwykłe połączenie trzech lub czterech przewodów – zgodnie z rysunkiem. Zgodnie z normami uziemienie ww. punktu podziału nie jest obowiązkowe lecz zalecane – dzięki ww. uziemieniu jest znacznie bezpieczniej oraz filtry EMI (“sieciowe”) w urządzeniach mogą lepiej tłumić wyższe harmoniczne m.in. dzięki kondensatorom między przewodami roboczymi a PE.

Niezależnie od tego czy instalacja posiada RCD czy nie, układ TN-C-S uznaje się za bezpieczniejszy od TT, a wyspa TT może zostać wykonana tylko i wyłącznie gdy ZE nam to nakazuje – w Polsce jest to niezwykle rzadkie, a przyczyną tego jest sytuacja w której ZE w danym punkcie (zwykle znacznie odległym od trafo) nie jest w stanie zagwarantować iż na przewodzie PEN (N) napięcie względem ziemi nie przekroczy wartości napięcia dopuszczalnego długotrwale – przypominam iż termin “napięcie dopuszczalne długotrwale” jest odpowiednikiem dawnego “napięcia bezpiecznego” gdyż zostało udowodnione iż napięcie 12VAC jest w stanie zabić dorosłego człowieka, a z własnego doświadczenia wiem iż “lekkie” dotknięcie dłonią małej powierzchni na której znajduje się 24VAC może być bardzo dotkliwe – zaznaczając iż byłem wtedy mocno spocony i pracowałem w środku nocy przy instalacji pracującej przy tym właśnie napięciu, której z względów bezpieczeństwa nie mogłem wtedy wyłączyć. W drugą stronę nie jeden mógłby się zastanawiać nad próbą wykonania układu TN-C-S przy sieci TT (warunki ZE) wykonując uziom o bardzo niskiej rezystancji – wtedy niestety nie wiemy jak dokładnie niska musi być ta rezystancja oraz narażamy się na to że przez PEN z sieci do naszego uziomu popłynie bardzo duży prąd wyrównawczy mogący nawet spowodować zapalenie się izolacji przewodów PEN (a raczej N bo to TT) oraz PE a tym pożar lub porażenie prądem w razie przepalenia się tych przewodów – na tej samej zasadzie co w TN-C bo przecież sieć od transformatora aż do instalacji może mieć inny układ czyli np. TN-C a instalacja to TN-C-S lub wyspa TT jeśli ZE tak nakazało. Reasumując powyższe, jedna z najbardziej podstawowych kwestii przy budowie instalacji, wygląda tak iż jeśli mamy w warunkach ZE układ TN-C to instalację wykonujemy w układzie TN-C-S, a jeśli warunki ZE mówią TT to instalację wykonujemy jako TT.

Przekrój przewodu PEN w instalacjach w układzie TN-C oraz TN-C-S

Zgodnie z normą PN-HD 60364-5-54 przewód PEN (ochronno-neutralny zwany dawniej jako “zero” lub “0”) powinien mieć przekrój poprzeczny co najmniej 10mm2 w przypadku miedzi (Cu) lub co najmniej 16mm2 w przypadku aluminium (Al). Czyli w nowych instalacjach, przewód od licznika prowadzimy minimalnie takim właśnie przekrojem, chyba że któraś norma w danym wypadku nakazuje zastosować jeszcze większy przekrój z jakiejś tam przyczyny – a jest ich kilka. Temat doboru przekroju przewodów jest dość rozległy i jest tematem na osobny artykuł. Warto jedynie wspomnieć to co jest rzadko wspominane. Mianowicie przekrój 10mm2 Cu oraz 16mm2 Al są kompletnie najmniejszymi jakie mogą wytrzymać prąd udarowy wskutek najsilniejszego możliwego wyładowania atmosferycznego (uderzenie pioruna w sieć, piorunochron lub w samą ziemię w pobliżu domu albo sieci), więc siłą rzeczy, niezależnie od układu sieci, musimy poprowadzić taki przewód aby każda żyła nie miała mniej niż wyżej podane. Czasem normy nakazują zwiększyć ten przekrój do 16mm2 – w przypadku większego zagrożenia przez wyładowanie atmosferyczne w danej instalacji. WLZ spełniający te wymogi doprowadzamy do rozdzielnicy w której mamy m.in. punkt podziału (często realizowany z pomocą szyn rozdzielczych i szyn wyrównawczych) oraz ogranicznik przepięć za którymi dopiero można zastosować mniejsze przekroje o ile wcześniejsze zabezpieczenia na to pozwalają i nie ma innych przeciwwskazań. Punkt podziału, połączenia wyrównawcze oraz prawidłowe podłączenie ogranicznika przepięć to tematy na inne artykuły.

Oczywiście o przekroju powinien zadecydować projektant (elektryk mający uprawnienia do projektowania) który powinien znać aktualne normy obowiązujące w danym kraju w którym ma być wybudowana instalacja, warunki przyłączeniowe ZE, miejsce w którym znajduje się działka budowlana, projekt architektoniczny i kilka innych rzeczy które mają wpływ na minimalny przekrój przewodów oraz to co może niektórych zdziwić – na maksymalny dopuszczalny przekrój. To ostatnie wynika również z kilku przyczyn, ale wspomnę iż swego czasu znalazłem przepis mówiący o maksymalnym dopuszczalnym przekroju przewodów w instalacji wynoszący… 10mm2. Niestety w tej chwili nie pamiętam gdzie ten zapis znalazłem, jak go ponownie odnajdę to dopiszę to w tym miejscu.

Ale co z starymi instalacjami nie spełniającymi tego wymogu którego wtedy jeszcze nie było? Mało tego, obecnie zdarzają się nowe instalacje które mają 6mm2 Cu w WLZ a nawet dużo dużo mniej. Co w takiej sytuacji? Niejeden by powiedział że takie instalacje powinny przestać być używane i ewentualnie wymienione, pozbawiając prądu sporą część społeczeństwa. A jak jest naprawdę? Otóż w Polsce i wielu innych państwach obowiązuje zasada “prawo nie działa wstecz“. Jak to się ma w praktyce? Okazuje się to bardzo poważnym problemem i bardzo częstym tematem dyskusji na forach i grupach dyskusyjnych. Ponadto często mówi się o “sytuacji zastanej” – czyli nie ja to zrobiłem ale muszę się z tym uporać. W ww. kwestii przekrojów oraz układów sieci trzeba zaznaczyć że chodzi o dość często spotykane zjawisko przerwy przewodu lub połączenia, przede wszystkim przewodu ochronno-neutralnego (PEN) nie raz niosącego skutek śmiertelny. Nie każdy rozumie to zjawisko, więc posłużę się zapożyczoną grafiką przedstawiającą normalną sytuację oraz to co się dzieje podczas przerwy PEN w układzie TN-C oraz TN-C-S w którym również występuje:

Ilustracja skutków przerwy PEN

Oraz zacytuję swoje własne słowa, które napisałem podczas tłumaczenia tego zjawiska pewnemu laikowi:

Mówiąc łopatologicznie jak do kompletnego laika albo jak do małego dziecka. Wyobraź sobie, że w przewodzie fazowym płyną złe “fluidy”. Uciekają one do zera (PEN) i cześć, pa! Jeśli pojawią się na metalowej obudowie połączonej z zerem to jeszcze szybciej uciekną i nie zrobią nikomu krzywdy. Ale jak ktoś niedobry uszkodzi zero (PEN) to te “niedobre fluidy” pójdą przez rezystancję urządzenia na styk N w gnieździe, poprzez mostek zerujący pójdą (wróć! popłyną…) na “bolec”, a stamtąd na obudowę urządzenia. I te niedobre fluidy w takiej (i nie tylko w takiej) sytuacji zrobią macantowi złe kuku.

Jak widać, przerwa przewodu lub łączenia przewodów ochronno-neutralnych (PEN – dawniej “zero”) niesie za sobą bardzo poważne zagrożenie, którego nie należy lekceważyć. Co by tłumaczyło w 1993 roku powstanie przepisu (wejście w życie: 1994) którego pozwolę sobie zacytować:

Obwieszczenie Ministra Infrastruktury i Rozwoju z dnia 17 lipca 2015 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie – § 183. punkt 1, podpunkt 2:

W instalacjach elektrycznych należy stosować (…) oddzielny przewód ochronny i neutralny, w obwodach rozdzielczych i odbiorczych.

Interpretacja wcześniej wymienionej normy często jest taka iż przewód PEN nie może mieć mniej niż 10mm2 Cu lub 16mm2 Al, co sam napisałem, ale… jak również wspomniałem prawo nie działa wstecz, a mimo tego bardzo często zdarzają się osoby kładące instalację w układzie TN-C zamiast TN-C-S twierdząc, że przewód PEN nie spełnia norm i mało tego według części z nich jest N-em a nie PEN-em, a stare instalacje nie są w żadnym układzie. Czyli co? Dawniej nie było nikogo kto znał normy i nie było na świecie ani jednego elektryka? Wręcz przeciwnie, było ich wręcz więcej, ale to normy oraz przepisy się zmieniły i weszły nowe. Poza tym, dostępność materiałów znacząco się poprawiła i tak samo ceny drastycznie się zmieniły.

Czemu więc wciąż przez niektórych budowane są instalacje TN-C zamiast TN-C-S, nie wspominając nawet o innych układach? Naturalnie jakaś część tych osób robi to z oszczędności, ryzykując konsekwencje prawne lub własne życie, a jeszcze inni po prostu tak się nauczyli podglądając elektryków przy pracy 30 lat temu i myślą że robią dobrze. A jakby tak lekarz lub prawnik praktykował wiedzę sprzed 30 lub więcej lat?

Wracając na ziemię, mamy normy z słowami “powinno” oraz ustawy z słowami “należy”. Norma jak i ustawy nie działają wstecz, więc nie ma obowiązku wymiany WLZ (choć osobiście do tego z całego serca namawiam), a przepis dość już stary bo z 1993 r. mówi o osobnym N i osobnym PE, więc według niego mamy obowiązek dokonać “podziału” (punkt podziału) niezależnie od tego jaki mamy przewód PEN – i mało tego – niezależnie od tego kiedy był położony.

Niezależnie od zastosowanych słów, przepis w ustawie ma większą moc prawną niż norma, więc instalacje w układzie TN-C zbudowane po 1994 roku powstały nielegalnie, a podział (punkt podziału) jak przypomnę, należy wykonać zawsze (poza wyjątkiem gdy mamy do czynienia z innym układem aniżeli TN-C).

Istnieje jeszcze dużo większy problem. W instalacjach TN-C zdarzają się przypadki gniazd powszechnego stosowania posiadające styk ochronny (“bolec”), który nie jest do niczego podłączony, a więc nie posiadające zerowania. Część osób robi to z chęci zysku – zrobię szybciej to zarobię więcej w tym samym czasie, lub będę mieć więcej wolnego. Owszem, jak kogoś prąd zabije to pan lub pani prokurator załatwi dość długi “urlop”, ale niekoniecznie tam gdzieśmy by sobie to życzyli… Ta sama sytuacja jest z tymi którzy PEN nazywają N-em wskutek ostatnio popularnej interpretacji normy PN-HD 60364-5-54.

Przypomnę, że urządzenia w 1 klasie ochronności bez połączenia ochronnego (wyrównawczego) mogą mieć w każdej chwili napięcie na obudowie. Najlepszym tego przykładem jest pralka często umieszczana w łazienkach, a wewnątrz pralki pełno brudu i wilgoci pogarszającej sytuację. Któż by nie chciał mieć elektrowstrząsów zaraz po kąpieli?

Napiszcie proszę w komentarzach co byście zrobili w trzech takich sytuacjach:

1) Kupujecie mieszkanie w bloku gdzie WLZ ma przewody 4mm2 Al. Instalacja wymaga natychmiastowego wyłączenia spod napięcia i wymiany. Jednocześnie w danej chwili nie ma możliwości wymiany tego WLZ. Nowa instalacja jako TN-C, jako TN-C-S czy może wszystkie gniazda bez bolca, także dla pralki i innych urządzeń w 1 klasie ochronności?

2) Pracujecie jako elektryk w szpitalu, na oddziale kardiologi, w miejscu gdzie często jest wilgoć lub woda odnajdujecie niedawno wymienione nowe gniazdo z niepodłączonym do niczego bolcem. Instalacja TN-C. Zostawić czy wykonać zerowanie?

3) Wynajmujecie mieszkanie, nowa instalacja TN-C, w łazience są ładne płytki i na nich jest gniazdo z zerowaniem, które wymaga pilnej wymiany i które obecnie zasila pralkę. Gniazdo bez bolca czy może zerowanie?

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here