Nowa inwestycja drogowa przy ulicy Wiczlińskiej w Gdyni. Nowy chodnik i nowa droga dla rowerów, ale złącze wciąż stare… To znany w Polsce problem synchronizacji branż: drogowcy gonią terminy, a procedura usunięcia kolizji z operatorem sieci (tutaj Energa Operator) toczy się własnym urzędowym tempem. Na papierze złącze miało zniknąć, w terenie asfalt już leży:

fot. Radny Miasta Gdyni Jakub Ubych

W projektach drogowych usunięcie kolizji elektroenergetycznej wymaga skoordynowania działań z lokalnym Operatorem Systemu Dystrybucyjnego (OSD). A te procedury – od uzgodnień, przez wydanie warunków, po fizyczne przepięcie linii i wyłączenia – potrafią ciągnąć się miesiącami. W rezultacie drogowcy często stają przed wyborem: wstrzymać cały odcinek i zapłacić kary za niedotrzymanie terminów (np. wynikających z dofinansowań), czy położyć masę z wyłączeniem kolizyjnego fragmentu i wrócić do tematu po demontażu złącza.

Docelowo taka infrastruktura w świetle skrajni drogi rowerowej nie ma prawa przejść odbioru technicznego. Zgodnie z warunkami technicznymi dla dróg publicznych oraz normami dotyczącymi lokalizacji urządzeń obcych w pasie drogowym, obiekt stanowi bezpośrednie zagrożenie dla użytkowników i musi zostać zlikwidowany bądź przeniesiony przed oddaniem trasy do użytku.

Złącze zniknie, ale nowa nawierzchnia zostanie przecięta, kabel przepięty w nowe miejsce, a w miejscu szafki powstanie łata.

Dopóki procedury OSD i harmonogramy drogowe nie będą lepiej zsynchronizowane, złącza kablowe nadal będą „wyrastać” w najbardziej nieoczekiwanych miejscach 🙃